Glosariusz

Osobiste zapiski

Archiwum tagu „Grzędowicz”

Jak prawić androny

Robiłam porządki i trafiłam na stary numer „Nowej Fantastyki” (nr 310, lipcowy z 2008) i felieton Grzędowicza. Znowu  mnie zirytował mnie, ale teraz mogę już z większym dystansem spojrzeć zarówno na sam tekst, co na całokształt wypowiedzi tego autora.

Kiedy przeczytałam po raz pierwszy felieton miałam ochotę wystosować miażdżącą krytykę, ale dałam sobie na wstrzymanie. Spokojnie - powiedziałam. – Dużo rzeczy nie wiesz. Zorientuj się w temacie, poznaj środowisko, zrozum działające mechanizmy. Wtedy powróć do problemu. Odłożyłam na bok „rewelacje”, które naszykował nam autor i zaczęłam zbierać informacje. Czytałam więc książki, słuchałam wykładów i teraz mogę spokojnie,  czystym sumieniem stwierdzić, że serwowane przez tego pana tezy opierają się w dużej mierze na stereotypach i nie są podparte ani doświadczeniem, ani głębszą wiedzą. Nie byłoby to problemem, gdyby nie to, że propaguje je na forum publicznym tonem, który sugeruje, że autor wnikliwie zbadał temat, a teraz przedstawia wnioski, które mu się w między czasem nasunęły.

Będę opierała się na wspominanym felietonie, którego najważniejsze fragmenty przytoczę, choć, gdyby ktoś miał wgląd do czasopisma, polecam zapoznać się z całością:

Felieton zatytułowany jest: Jak znaleźć miejsce dla filozofa, i zaczyna się następującym akapitem:

Gdybym miał, tak zupełnie prywatnie, ustalić ranking najbardziej zbędnych i szkodliwych zawodów świata, numer jeden na mojej liście wcale nie zastałby zajęty przez polityków, menadżerów, dietetyków, statystyków i uczonych z IPCC. Numer jeden to według mnie zdecydowanie filozofowie.

Ten bardzo mocny wstęp, dyskredytujący całą pracę osób zajmujących się filozofią. Interesujące jest czemu autor doszedł do tak radykalnych wniosków, czemu uznał ich pracę za najbardziej zbędną i, co jeszcze ciekawsze, szkodliwą.

Gdyby nie filozofia i filozofowie, nie mielibyśmy geometrii, medycyny, fizyki i nauki w ogóle, a co dopiero mówić o zamkach błyskawicznych. Tylko że to było dawno […]. Obecnie jednak wszystkimi pożytecznymi rzeczami, którymi w starożytności zajmowali się filozofowie, zajmuje się ktoś inny. Filozofowie zajmują się filozofią.

Omijając takie drobiazgi, jak to, że filozofowie zawsze zajmowali się filozofią rozumianą co najwyżej w różny sposób, widać wyraźnie, że autor nie ma pojęcia o filozofii, a zwłaszcza filozofii współczesnej. Mogłabym wymienić osiągnięcia z dziedziny etyki czy estetyki, ale że mogłyby nie zostać uznane za wystarczająco praktyczne, przy geometrii i zamkach błyskawicznych, wspomnę o dwóch filozoficznych osiągnięcia z pośród setek innych. Mam tu na myśli falsyfikacjonizm K. Poppera (1902-1994) (więcej tutaj: http://pl.wikipedia.org/wiki/Falsyfikacja lub tutaj: http://sjp.pwn.pl/haslo.php?id=2557460), do którego odwołuje się między innymi historia, politologia, psychologia i socjologia, a zaprzeczenie którego mogłoby zdecydowanie wpłynąć na ich znaczenie i wiarygodność. Inną ważną filozoficzną hipotezą jest choćby chiński pokój Johna Searle’a (ur. 1934) (więcej tutaj: http://pl.wikipedia.org/wiki/Chi%C5%84ski_pok%C3%B3j), który ukazał problemy na jakie natykamy się przy tworzeniu sztucznej inteligencji.

Najzupełniej nie przeszkadza mi, że ktoś chce poświęcić życie na chodzenie w wyszmelcowanej marynarce i dowodzenie, że nie ma bytu, nie ma niebytu bądź nie ma odbytu.

Stereotyp filozofa-obdartusa, tak zamyślonego, że wchodzącego na ściany, jest bardzo powszechny i choć bardzo krzywdzący dla nad wyraz eleganckich i oczytanych pań i rozsądnych i postawnych panów, to zdecydowanie nie tak krzywdzący, jak sugestia, że cała ich praca nadaje się do przytoczonej przez autora części ciała, ze względu na jej miałkość i bezsensowną absurdalność.

Tylko nie życzę sobie, by tacy osobnicy wtrącali się do mojej pracy i życia. […]

Tu mogłabym się oburzyć, że pozwalamy ludziom, którzy jeszcze kilka lat temu kopali ziemniaki (z całym szacunkiem do takiej pracy, gdyż jest jak najbardziej potrzebna), zajmować się polityką i ekonomią, o której nie mają pojęcia, a nie zgadzamy się, by osoba po gruntowanym wykształceniu estetycznym mogła wypowiedzieć się na temat panujących w różnych kulturach wizerunków piękna?

[...]wszystko, co w historii nowożytnej było najbardziej wstrętne [najwstrętniejsze? - dopisek mój], zawdzięczamy próbom wprowadzenia w życie filozoficznych założeń. […] Pol Pot, albo przywódca maonistycznych handalrzy narkotyków Guzman, to doktorzy filozofii[...].

Sprawdziłam na szybko w internecie biografię Pol Pota, ale nic nie znalazłam na temat tego, by był on jakimś „doktorem filozofii”. Raz pojawiła się jedynie wzmianka na temat jego „zainteresowaniem się komunizmem i filozofią Sartre’a”, ale zainteresowanie nie oznacza chyba posiadania odpowiedniego tytułu? (linki:1)http://en.wikipedia.org/wiki/Pol_Pot 2)http://www.essortment.com/all/polpotbiograp_rxdy.htm) A na Sorbonie, to prawda studiował, ale… elektronikę. Co do Guzmana, to nie za bardzo sprecyzował, o którego może mu chodzić. Jeśli o Jacobo Arbenz Guzmána, to też nie znalazłam słowa o jego doktoracie z filozofii (http://pl.wikipedia.org/wiki/Jacobo_Arbenz_Guzm%C3%A1n ), choć przyznaję, jest wspominane, że sympatyzował z komunistami. Czyżby umknęły mi jakieś ważne informacje?

Niemal każdy tyran w ciągu ostatnich lat był bądź uważał się za filozofa.

Po pierwsze być filozofem, a się za niego uważać, to dwie odrębne kwestie, tak jak uważać się za dobrego dziennikarza i pisarza, a być nim. Osobiście jestem zdania, że bycie np. katolikiem, wiąże się ze spełnianiem pewnych koniecznych warunków, np. uznawanie Jezusa za zbawiciela, czy wiara w Trójcę Świętą. Osoba, która nie wierzy ani w świętość Chrystusa, ani w jego matki;  Boga uznaje za zabobon, a eucharystię za smaczny opłatek niezależnie co by się z nim robiło, jest raczej kiepskim katolikiem. Tak samo rozumiem bycie filozofem.

W istocie filozofia wykończyła znacznie więcej ludzi niż fizyka jądrowa i artyleria razem wzięte.

Prawda jest taka, że filozofia nie wykończyła nikogo. Tak samo jak leżąca na stole linka nikogo nie udusiła, a stojąca na półce butelka z trucizną nikogo nie otruła. Ktoś musiał wykorzystać te „narzędzia” w celu skrzywdzenia innej osoby. Nie musiało się tak stać. Z trucizny można było zrobić lekarstwo, linkę wykorzystać do powieszania prania. Filozofię do odnalezienia sensu w życiu i odpowiedzenie na ważne pytania.

[…] teorie i wywody filozoficzne to modele, a ściślej rzecz ujmując, cały system modeli. A model to nie rzeczywistość.

Zgodzę się, ale czy filozof ma brać odpowiedzialność za to, do czego wykorzystają jego filozofię? Czy autor piszący kryminały ma brać odpowiedzialność za to, że jakiś psychopata zainspiruje się i postanowi popełnić morderstwo w opisany przez niego sposób?

Dla filozofa jednak nie ma różnicy, bo żyje w świecie wypełnionym modelami, nie myjąc się i nie wychodząc z domu.

Czy muszę to komentować? Czuję się obrażona i zniesmaczona. Świadomość pana Grzędowicza na temat świata nie wiem czy mieści się nawet w naparstku.

[…] wypełniony przekonaniem o własnej misji dziejowej i kompetencji. […]

Khm khm, co do kompetencji, to zdecydowanie komuś tu jej brakuje.

Typową manierą jest wyklinanie autorów fantastyki za to, że nie podporządkowują się teorią literackim i sądom autorytetom.

Skąd on wytrzasnął coś takiego?! Oczywiście, że filozofowie uwielbiają krytykować autorytety. Wręcz się w tym lubują! Zasada jest tylko jedna: musisz mieć porządne argumenty, bo ci co wspierają dany autorytet, będę chcieli skrytykować za to ciebie. Ale jak dobrze ci pójdzie znajdziesz sobie własnych sprzymierzeńców. Coś jak umysłowa szermierka.

Mamy tu postulat, by żywa literatura fantastyczna – czyli praktyka i rzeczywistość literatury, dostosowała się do założeń teorii. Klasyka filozofii. Witamy w Phnom Penh.

Autor nie może się zdecydować czy pisać o filozofii czy o filologii polskiej. Estetyka, która mogłaby poruszyć temat literatury, już dawno zrezygnowała, z wciskanie dzieł artystów w kanony piękna, po tym jak Wielka Teoria Piękna całkiem się załamała. Nie wiem więc za bardzo o co chodzi Grzędowiczowi – albo go nie zrozumiałam, albo ten pan jest do tyłu o jakiś wiek.

Dlatego na cywilizacyjne pytanie: „Jakie jest miejsce filozofa we współczesnym świecie?”, odpowiadam zwykle, że na terenie Utopii w kopalni uranu.

To gdzie, w takim wypadku, należałoby umieścić niezorientowanych w temacie i wypisujących androny pisarzo-dziennikarzy?

*

Podsumowując, kiedyś żywiłam do pana Grzędowicza szacunek ze względu na jego książki, które mi się podobają i pomimo jego dziwnych, by nie rzec dziwacznych, poglądów nadal czytam. Jestem jednak absolutnie przeciwna, by wypowiadał się on na tematy okołospołeczne, gdyż oczekuję od autorów konkretów i treści, a nie złośliwości, powielania stereotypów i niesprawdzenia podstawowych informacji. Myśl, że ktoś mógłby uważać go za autorytet, napawa mnie smutkiem.

Post Navigation

Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.