Kraj miłośników poezji
Zaledwie kilka dni temu odbywał się pogrzeb W. Szymborskiej. Smutne to i napawające mnie melancholią, że właśnie odszedł ktoś ważny, kto starał się dobrze reprezentować nas na poza naszym krajem, udowadniają, że hej ho, my tu na końcu świata również zajmujemy się literaturą i uwaga, może nam to wychodzić! O twórczości Szymborskiej się nie wypowiem, bom poetycki dyletant i moja ocena wszelkich wierszy opiera się na “mi się podobało/mi się nie podobało”, co raczej za wiele nie wnosi.
W sumie cała sprawa raczej by mnie nie obeszła, może wywołała lekką melancholię, ale traf chciał, że ucząc się do egzaminu słuchałam radia. A w owym radiu jakiś reporter złapał kilka przypadkowych ludzi, którzy przyszli na pogrzeb i wystrzelił z pytaniem, o to co ich skłoniło do przyjścia.
Doskonale rozumiem, że jak ktoś podkłada mikrofon pod nos to trochę głupio wydukać, że w sumie wszyscy szli, to też przyszedłem, albo że nauczyciel kazał i obiecywał dać piątkę. Ale jest milion możliwych odpowiedzi, które mimo bycia ładnymi formułkami, zabrzmiałyby sensownie. Ale zamiast tego wyszło nagle, że wszyscy są miłośnikami poezji Szymborskiej. Normalnie wszyscy. Czytają jej tomiki przed i po śniadaniu, a czasem nawet w trakcie .Oczywiście znają całą jej twórczość, czyli Nic dwa razy się nie zdarzy i Kot w pustym mieszkaniu.
Jak lubię ten dziwny konstrukt jaki składa się na nasz narodowy rys, tak ten element, jak jeszcze parę innych, mnie najnormalniej w świecie wnerwia. Wszyscy nagle robią się na znawców i koneserów, mimo że jeszcze kilka dni temu miał całą sprawę w głębokim nosie. Najwyraźniej stwierdzenie, że na czymś się nie znany i idziemy na czyjś pogrzeb, aby okazać zmarłemu szacunek za fakt jakim był człowiekiem i że udało mu się coś osiągnąć, przekracza możliwości co poniektórych.