Słowo Boże w skrzynce na listy
Z tematami na bloga jest tak, że albo się ich nie ma wcale, albo wprost same do człowieka przyłażą. Tym razem znalazłam jeden z mojej skrzynce na listy. Oszołomiona wspaniałością Dzieua Śtuki, jaki zaprezentował mi świat, postanowiłam się nim z wami podzielić. Naprawdę nie musicie dziękować.
Zatem na małym karteluszku, wyciętym nieco krzywo wydrukowana jest kilkanaście linijek tekstu i podopisywane odręcznie i nieco koślawo parę komentarzy. Oto słowo w słowo bez ani jednej zmiany czy dodanego przecinka:
Cukier (węglowodany) to zły cholesterol.
Od kiedy cukier, czy tam węglowodany stały się w lipidami, a tym samym tłuszczami? Znaczy oczywiście cukier sprawia, że tyjemy, a tym samym zwiększa się nam zły cholesterol, ale z tego zdania wynika wyraźna tożsamość.
Tłuszcz to dobry cholesterol
Oczywiście smalec. I boczek. I masło.
Nawracajcie się, słuchajcie Boga, co macie jeść a będziecie długi i zdrowo żyli.
Ok, mam wizję Boga w kitlu, ze stetoskopem i tabelami żywnościowymi, nakazujący mi jeść więcej sałaty.
Nie słuchajcie szata i fałszywego proroka, który mówi, że człowiek jest wszystkożerny – możecie jeść wszystko.
To możemy czy nie możemy, bo coś tu człowieku mieszasz. I jeśli twierdziłabym, że jesteśmy wszystkożerni to od razu awansuje na pozycję szatana, czy też trzeba sobie zasłużyć i startuję jedynie od fałszywego proroka?
Pierwsza zasada DIETY BOŻEJ mówi:
Czyli wracamy do wizji Boga-dietetyka. A tak swoją drogą jak to brzmi. Nie jakaś tam dieta Boża, ale DIETA BOŻA, aż człowiek czeka na oberwanie gromem z jasnego nieba.
człowiek jest tłuszczożerny a cukier i wszystko, co słodkie z wyjątkiem miodu i zboża to OWOC ZAKAZANY
Jednym słowem wywalamy wszelkie interpretacje Biblii, że niby w Edenie rosła sobie jabłoń. Zamiast tego mamy drzewo obrośnięte czekoladą, landrynkami i torebkami cukru. Ja bym się nie obraziła na takie drzewko, myślicie, że mają jeszcze gdzieś takie na stanie?
Swoją drogą miód jeszcze zrozumiem, ale zboże jako cukier? Czegoś mi nie zdradzono na lekcjach biologii? No nieładnie tak.
Druga zasada: nie będziesz jadł zwierząt nieczystych i krwi.
Jestem zdecydowanie za. Też uważam, że higiena to podstawa.
Raj na ziemi to ogród oliwkowo-orzechowy pełen kóz i owiec.
Taak już widzę, że w naszym Polskim klimacie, gdzie zimą mamy po -20 stopni oliwki będą sobie dostatnio rosły. Pozostaje również problem, co na przykład z takimi krowami, końmi i wszystkimi zwierzakami? Wyeksmitować?
Przykładowa Dieta Boża – chleb nasz powszechni:
0,5 l śmietany 30% lub wiejskiej
10 dag orzechów lub słonecznika, pestek dyni, migdałów, oliwek.
kromka chleba grubo posmarowana masłem z plasterkiem sera lub wędliny drobiowej. 5 do 10 jajek.
Tłusty rosół z kury, kaczki, gęsi, barana, wołu, lampka czerwonego wina, cebula, czosnek zioła, ryby.
Zestaw jak zestaw, raczej mało jest co do niego przyczepić. Co prawda zjadanie 10 jajek dziennie wystrzeli wam cholesterol w kosmos, a kaczki też najzdrowsze i najtańsze nie są, no ale ogólnie nic nowego w porównaniu z tym, co twierdzą dietetycy.
Wieprzowina, groch i ziemniaki są rakotwórcze.
Przy tym fragmencie się nieco zirytowałam, bo tak niektórzy twierdzą, że pewne substancje w tych produktach mogą działać rakotwórczo. Akcent pada na mogą, bo nikt tak naprawdę nie wie, co może sprawić, że to jednym nie szkodzi u innego wywoła odpowiedź negatywną organizmu. Przy okazji jest różnica pomiędzy zjeść, a jeść tylko i wyłącznie.
Jezu ufam Tobie. Więcej w Piśmie Świętym.
Zabrzmiało nieco, jak: więcej w następnym odcinku.
A na końcu jeszcze podpis: “Elihu”
Ok, a teraz nieco poważniej. Widzicie problem polega na tym, że nie ma gwarancji na bycie zdrowym. Tak się składa, że w dużej mierze staram się prowadzić zdrowy tryb życia, unikać nałogów i (bezskutecznie) słodyczy, a jednak co jakiś czas coś zaczyna mi doskwierać. I nic na to nie poradzę, bo mam słabe zdrowie i muszę o nie dbać. Spójrzmy teraz na niektórych rockowych piosenkarzy, którzy więcej w życiu zażyli narkotyków niż wydaje się w ogóle do przyjęcia i dalej świetnie się trzymają. Myślę, że cała idea polega na częstych badaniach i profilaktyce lekarskiej.
Odnośnie tego karteluszka co to mi go wrzucono do skrzynki, to łapię cel owego Elihu, ale zamysł jest tak skrótowy i nieporęczny, że jestem pewna, że połowa ludzi, która chciałaby się dostosować, nie będzie wiedzieć jak i może zrobić sobie jeszcze większą krzywdę. Bo żeby czegoś ludzi nauczyć nie wystarczy rzucić jakieś tam hasło, trzeba pokazać im dokładnie co mają robić.
I tyle komentarza ode mnie. Przynajmniej na tę chwilę.
Borze Wszechszumiący, Jod, ty to masz przygody O_o
Muszę przyznać, że cała ta dieta JEST cudem: to pierwsza dieta na świecie, która przemienia węglowodany w tłuszcze i propaguje niezbilansowane żywienie jako sposób na życie (Hamerykanie by się ucieszyli, gdyby tylko nie te obostrzenia dotyczące cukru). Jakoś nie pamiętam, żeby w Piśmie Świętym było cokolwiek o takiej diecie. Jakbym chciała się żywić jak Jezus, to bym zaczęła gotować koszernie, polecam. Można dostać wścieku.
I Jod, wizja Boga jako pracownika laboratorium mnie ubiła
Wiesz co jest najlepsze/najgorsze w tym świstku? Że sensowne informacje mieszają się z totalnymi bzdurami. Bo jedzenie ryb, orzechów czy czosnku jest polecane przez dietetyków, ale żarcie smalcu i boczku już nie. Ale wiesz, już dawno udowodniono, że najlepsze brednie sprzedaje się podlane sosem prawdopodobieństwa.
Aż dla ukojenia nerwów pączka muszę sobie zjeść XD
Oooo Dżyzusie! To jest nawet lepsze niż opowiadałaś. Zwariowałam i jest mi trochę przykro, gdyż ponieważ w moim radosnym pałaszowaniu krwi z brudnego i zawszonego psiaka będzie mi przeszkadzać krzywe spojrzenie Stwórcy i/lub “Elihu”.
I Ty się kochana nie naśmiewaj tak, bo następnym razem znajdziesz w skrzynce jakieś SKARANIE BOSKIE