Odludek

Dodaj komentarz

Jak tak sobie myślę, życie odludka ma w sumie dwa minusy. Jeśli człowiek przywyknie do swojego towarzystwa, co dla niektórych jest trudne, to może dostrzec plusy spędzania czasu z samym sobą. Od takich prozaicznych, jak brak czynników rozpraszających w pracy, po takie bardziej wzniosłe, jak zastanawianie się, co dalej z życiem i kim w rzeczywistości jesteśmy.

Życie odludka jest, jak łatwo się domyślić, życiem samotnym, a ta samotność po jakimś czasie okazuje się nie do wytrzymania. Właśnie wtedy wychodzi ze swojej samotni w odległym buszu i natyka się na drugi poważny problem.

Przykładowo ja kompletnie nie rozumiem, jak działają ludzie. Rzeczy, które dla mnie okazują się takie normalne i nie robią specjalnej różnicy, dla innych są nieprawdopodobnie istotne. Albo znowu na odwrót. Czasem trzeba zadzwonić, a czasem wręcz nie wolno. Pamiętać o urodzinach, prezentach i fakcie, że ta osoba nie lubi tamtej, a tych sprawach nie rozmawia się z X, ale można już z Y. Z tą osobą rozmawiać dyplomatycznie, a z tamtą jak najbardziej szczerze, bo nie lubi wykrętów.

Czuję się jak debiutantka na balu, która z paniką rozgląda się wokół, nie widząc czy robi dobrze czy źle, czy właśnie kogoś uraziła czy też nic się nie stało.

Ostatnio nie pojawiłam się na imprezie mojej znajomej, z przyczyn kompletnie ode mnie nie zależnych. Poinformowałam ją o tym wcześniej, ale w odpowiedzi uzyskałam jedynie grobowe milczenie.

Rozsądek podpowiada mi najróżniejsze rzeczy – może nie ma czasu, może jest zajęta, może się tym nie przejęła. Moje emocjonalne huśtawki sugerują jednak coś innego – obraziła się i nie chce ze mną rozmawiać.

Jak zwykle nie jestem konserwatystką tak teraz mam ochotę powiedzieć, że kurczę, chciałabym aby obowiązywały w takich sytuacjach jakiś rodzaj zachowań, który rozwiałby moje wątpliwości bez niepotrzebnego stawiania sprawy na ostrzu noża.

Co jak co, ale z książkami jest jakoś tak łatwiej.

Do zwariowania

Dodaj komentarz

Ostatnio miewam bardzo podobne do siebie sny. Głównie dotyczą mojej pani promotor, mojego nieskończonego rozdziału i tego, że dostaję opiernicz/jestem wyrzucana za drzwi, po przeczytaniu tych moich niepełnych wypocin.

Dla ludzi, którzy już przeszli ten etap, mój stres musi wydawać się śmieszny. Dla ludzi, którzy dopiero mają to przed sobą musi wydawać się to dziwne. Dla mnie jako tej, która siedzi w samym centrum tego wszystkiego, jest to po prostu wykańczające psychicznie. A takie ciągłe napięcie doprowadza do jednego – do huśtawki nastrojów i obijanie się pomiędzy depresyjnymi wizjami a euforycznymi myślami, że przecież to takie proste i że wszystko się zrobi.

Błagam niech to się wreszcie skończy. Mam dość bycia Szalonym Kapelusznikiem na grzybach.

*

Jutro – o ile wstanę – mam lekarza i może w końcu dowiem się w jakim jestem stanie. Mam dość bycia w terrorze własnej nerki. Nie bardzo mogę mieć jakiś wysiłek, muszę bardzo uważać co piję, a nawet dobrze się zastanowić przed wyborem spodni, aby nie były zbyt obcisłe. Niby szczegóły, ale to właśnie od nich zależy, czy będę mogła spokojnie robić, to co mam robić, czy wyłączy się mnie na parę godzin.

*

No i skończył się rok 2011. Podsumowań robić nie będę. To był rok trudny. Nie tak trudny, jak jeszcze wcześniejszy, ale jednak trudny. Było w nim wiele wyrzeczeń, wiele obaw, jak będzie wyglądało moje jutro i wiele zaciskania pasa. Marzę, aby 2012 pozwolił zamknąć wlokące się za mną sprawy i był jak dobry dziadzio, co wysłucha strasznych opowieści tego co było, poklepie po główce, da cukierka i zapewni, że to już minęło, a teraz będzie już dobrze.

 

Panie generale, na froncie bez zmian

Dodaj komentarz

U mnie bez zmian, jak to u mnie. Już dawno temu stwierdziłam, że moje życie mało obfituje w zaskakujące i zabawne wydarzenia, które mogłyby posłużyć za zabawną anegdotę do wieczornych dyskusji. Miewam za to całą chmarę Bardzo Ponurych i Bardzo Poważnych Życiowych Problemów, o których nie chcę ani opowiadać, ani nawet o nich myśleć i popychając sprawy do przodu, odliczam dni, aż w końcu się uwolnię od tych problemów.

Dla zaciekawionych jak wygląda moja sprawa ze zdrowiem, to znalazłam się w sytuacji zawieszenia doskonałego – ogólnie nie wiadomo. Czuć, czuję się dobrze i mogę normalnie funkcjonować, tylko daleko jeszcze do radosnego zakrzyknięcia „Koniec” całej sprawie. Może następna wizyta u lekarza rozjaśni mi coś sprawę. Męczy mnie takie życie na beczce prochu, która może w każdej chwili wybuchnąć.

Na obecną chwilę cały mój czas poświęcam użeraniem się z pracą magisterską i szczerze im dłużej ją piszę tym bardziej mam wrażenie, że to kompletna beznadzieja i pani promotor po przeczytania fragmentu wyrzuci mnie z tym za drzwi. Wyrzuci o ile w ogóle skończę ten rozdział. Jak dotąd pan Kołakowski, z którego piszę robi wszystko co tylko może, aby mi utrudnić pojęcie jego zamiarów i moje tempo jest tak obrzydliwie wolne, że mam ochotę wyć.

Ale wiecie co mnie najbardziej na tę chwilę zabolało? Jeszcze przed świętami wysłałam do dwóch bet nowy rozdział mojego ff. Do tej pory nie dostałam od nich żadnych wieści mimo mojego dobijania się do nich. Czuję wystawiona i to w tak paskudny sposób. Z jednej strony nie mogę mówić o jakiś poważnych zobowiązaniach, bo betowanie to jednak taka robota z dobrej woli kogoś, kto trochę bardziej lubi się z językiem polskim, ale z drugiej jest to dla mnie po prostu nie fair. Skoro ktoś nie chciał mi betować tekstu albo podejrzewał, że się nie wyrobi, bo święta i w całokształt, to mógłby mi o tym dać znać. Albo odpowiedzieć na którąś z moich wiadomości.

Jak sami widzicie mało tu u mnie jednorożców, tęczy i puchatych króliczków. Od groma za to zmartwień, rozgoryczenia i pretensji do siebie i świata.

 

Kompletna rozsypka

2 komentarzy

Moje życie jest ostatnio kompletną rozsypką. Kiedy zerkam na moje dokonania w przeciągu kilku miesięcy, czuję jedynie jak zawisają mi nad głową wielkie gradowe chmury, dopada mnie przygnębienie i ogólna niechęć do dalszego egzystowania.

Więcej

Poszukiwanie problemu

1 komentarz

Jak dla mnie sprawa wygląda tak:

Są dwie strony. Obie wykrzykują swoje argumenty, obrzucają się wyzwiskami i nazywa tę drugą bandą idiotów (albo i gorzej). Jedna ze stron, ominę już która, w ramach wzmocnienie swoich wypowiedzi wymachuje butelkami, kamieniami i kijami (albo i gorzej).

Ja stoję gdzieś po środku i jak widz mistrzostw tenisa patrzę to w jedną to w drugą, próbując uchwycić sedno problemu.

I nie potrafię.

Skoro temat homoseksualizmu jest ostatnio taki popularny, pozwolę sobie również go podnieść i podzielić się swoimi wątpliwościami, które ostatnio po przeczytaniu pewnego artykułu nie dają mi spokoju.

Więcej

Starsze wpisy

Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.